2009-02-10 Belgrad, Serbia Belgrade Arena

Trasa: Somewhere Back In Time Tour

Autor: Butcher

Kiedy dowiedziałem się że Iron Maiden będzie w Europie na jedynym koncercie, który odbędzie się 10 lutego w Belgradzie, pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę to - czy uda mi się tam być??? Już na drugi dzień miałem telefon od Hammersa (razem byliśmy na koncertach w Paryżu w lipcu 2008 ) i od razu zgodnie stwierdziliśmy że chcemy jechać. Tego samego dnia zadzwoniłem do Ironspartana, głównego organizatora wyjazdu do Paryża, z zapytaniem czy wybiera się do Belgradu i wszystko było JASNE!!!!! Ironspartan zamówił bilety , dość szybko skompletowaliśmy ekipę do wyjazdu i odliczaliśmy dni do koncertu. Bardzo się ucieszyłem, że jedzie z nami Adam (Ededi) naprawdę przesympatyczny kolega ( również był w tej ekipie na Paryż ), więc emocje i zabawa w drodze na koncert i powrót były gwarantowane!!! I co się potem okazało - wszystko się sprawdziło!!!
Datę wyjazdu ustaliliśmy na 9 lutego około godziny 10 rano , a miejscem zbiórki był dworzec PKP we Wrocławiu i faktycznie koło 10 byliśmy już wszyscy razem gotowi do wyjazdu - Ironspartan, Hammers, Adam, Kamil (nowo poznany kolega) i ja. Po drodze jeszcze drobne zakupy w „ Biedronce” i dokładnie o 9.55 ruszyliśmy w droge samochodem Ironspartana , który także był kierowcą. W czasie drogi oczywiście słuchaliśmy Maiden , płyt studyjnych jak i koncertu nagranego w Pradze przez Garfielda, który zabrałem ze sobą. Tak mijały nam kolejne godziny drogi , przyznam że drogi całkiem sympatycznej, ponieważ praktycznie po przejechaniu granicy Polski cały czas jechaliśmy autostradą, Mijaliśmy kolejne większe miasta Brno, Bratysławę, Budapeszt i zbliżaliśmy się do granicy węgiersko- serbskiej . Koło godziny 21 byliśmy już na granicy i się zaczęło – okazało się, że aby wjechać do Serbii potrzebna jest zielona karta. Niestety ubezpieczenie międzynarodowe na samochód, które posiadał Iron spartan było dla nich nieważne i niestety nie mogliśmy wjechać do Serbii, chyba że kupimy na granicy zielona kartę. Cena nieco nas powaliła – 115 euro!!! Po chwili namysłu, stwierdziliśmy że wracamy na Węgry , bo może tam uda nam się ją nabyć taniej . Niestety nic z tego. Na Węgrzech owa zielona karta nie obowiązuje, wiec po wykonaniu kilkunastu telefonów przez Ironspartana do Polski, stwierdziliśmy że zrzucamy się na kartę i jedziemy dalej, aby dojechać jeszcze tej nocy do Belgradu i trochę się przespać. W sumie na granicy straciliśmy 2 godziny i koło 3 w nocy byliśmy już na przedmieściach Belgradu. Tam na dość dużej stacji benzynowej zrobiliśmy sobie postój do rana. Rano po toalecie , kilku kawach i zakupie mamy Belgradu postanowiliśmy udać się na lotnisko a potem pod halę. Pan z obsługi stacji benzynowej pokazał nam gdzie się obecnie znajdujemy oraz gdzie jest lotnisko i hala i ku naszemu zaskoczeniu okazało się że wszystko znajduję się właśnie na wlocie tej drogi która będziemy jechać!! Skierowaliśmy się w stronę lotniska a tam wielkie rozczarowanie – brak tarasu widokowego!!!! Po kilku minutach wróciliśmy i pojechaliśmy już pod halę , już za kilka minut zza szyb ukazała nam się Beogradska Arena i ogromne płótno reklamujące dzisiejszy koncert Iron Maiden .
Zajęliśmy dogodne miejsce na parkingu abyśmy po koncercie nie musieli stać w korkach i ruszyliśmy pod hale porobić sobie pierwsze fotki. Byliśmy pierwsi , weszliśmy nawet na chwilę do środka i można było zobaczyć jak rozkładają scenę ale po chwili zostaliśmy grzecznie wyproszeni przez pana z ochrony. W międzyczasie Hammers poszukał na mapie hoteli w Belgradzie i okazało się że 2 o dość dużym standardzie znajdują się w odległości do 2 km od hali. Korzystając, że mieliśmy dość dużo czasu , udaliśmy się w ich stronę licząc, że może uda nam się spotkać kogoś z Maiden. I faktycznie już w drodze spotkaliśmy 2 panów z ekipy technicznej Maiden !!!! W takim szliśmy w dobrym kierunku. Po chwili byliśmy w 1 hotelu – Hotel Belgrade – ale niestety w nim Maidenów nie było a pan z obsługi wskazał nam 2 hotel w odległości może 200- 300 metrów gdzie mogli zatrzymać się muzycy. Faktycznie po przyjściu na miejsce okazało się, że na 99 % są w nim muzycy!!! Niestety nie mam głowy do nazw i nie pamiętam jaki to hotel , ale było to dla mnie w tamtej chwili nie istotne. Obsługa oczywiście grzecznie nas wyprosiła i postanowiliśmy poczekać na jedynym zejściu z hotelu w stronę miasta na schodach. Było dość wcześnie, ale postanowiliśmy czekać , raczej nie mieliśmy ochoty na zwiedzanie miasta.
Po jakimś czasie Hammers , Adam i Kamil postanowili zjeść coś na ciepło i udali się chyba do McDonalda , ja z Ironspartanem zostaliśmy na miejscu i okazało się to strzałem w 10-tkę!!!!! Po około 30 minutach przetarłem oczy ze zdziwienia , ponieważ z hotelu wyszedł Janick i skierował się w naszą stronę!!!! Jedyne zejście do miasta z hotelu, na którym staliśmy tylko my dwaj i do nas idzie Janick!!! Oczywiście grzecznie się przywitaliśmy mówiąc, że jesteśmy z Polski i zapytaliśmy czy możemy zrobić zdjęcia. Nie było żadnego problemu , choć w pewnej chwili podbiegł ochroniarz z hotelu. Janick ruchem ręki pokazał mu, że wszystko ok. i mogliśmy zrobić jeszcze po jednym zdjęciu. Potem podpisał nam specjalne „folie” przygotowane przez Spartana specjalnie do takich celów, uściski dłoni i Janick spokojnie odchodzi a my zaczęliśmy dzwonić do naszych żon , by opowiedzieć kogo spotkaliśmy. Wysłaliśmy też sms-y do znajomych. Raczej nie liczyliśmy, że jeszcze ktoś się pojawi, ale poczekaliśmy jeszcze do przyjścia kolegów, pochwaliliśmy się zdjęciami a w miedzy czasie pod hotel zaczęły schodzić się kolejne ekipy – fani z Austrii , Belgii, Słowacji . Jak dla nas był to za duży tłum i razem z Ironspartanem wróciliśmy do samochodu aby jeszcze odpocząć przed koncertem. Chłopaki zostali licząc na powrót Janicka - jednak po chwili zameldowali się – Adam i Kamil. Hammers jeszcze został i jak się okazało miał szczęście – zrobił sobie zdjęcie z Janickiem, który wrócił dość późno po swoim spacerze i przed hotelem nie było już fanów.
Koło 17 poszliśmy pod halę. Ironspartan oraz Hammers wylosowali „ FIRST TO THE BARRIER” i mogli ze sobą zabrać po 1 osobie towarzyszącej, wiec razem z Adamem mogliśmy być pod samymi barierkami na 20 minut przed wejściem pozostałych fanów!!! Udaliśmy się pod wskazane wejście a tam kolejna niespodzianka!!!! Ochrona nas odsuwa i z hali wychodzą muzycy Maiden!!!! Mieli próbę i postanowili jeszcze udać się do hotelu. Koło nas przeszli Janick, Dave i Adrian!!! Spotkaliśmy kolejnych znajomych z Polski, którzy także wylosowali opaski ( pozdrowienia dla Szymona i chłopaków z Tarnowskich Gór).
Zaczekaliśmy aż wyczytają osoby, które mogą wejść jako pierwsze. Po chwili zamieszanie i z budynku wyszedł sam Rod Smallwood!!! I kolejny szok , robimy sobie zdjęcia. Gość przesympatyczny - udało mi się zrobić z nim 3 zdjęcia!!! Po chwili wyczytali nazwiska osób, które wylosowały opaski i po kilku minutach byliśmy już w hali!!! Zajęliśmy miejsce przy samych barierkach naprzeciwko Dave’a , trzymamy miejsce dla Ironspartana, który poszedł zobaczyć jakie są pamiątki a przy okazji kupił sobie piwo , bo ku naszemu zdziwieniu piwo można było kupić w środku na hali, obok sceny!!!! Za jakiś czas zaczęto wpuszczać pozostałych i zaczął robić się ścisk ale miejsca mieliśmy super i nie oddaliśmy ich do końca koncertu choć było ciężko. W miedzy czasie pstrykałem fotki i czekaliśmy już na występ Lauren, aby już zagrała, skończyła i aby odliczać minuty do wejścia na scenę Maiden!
Hala powoli się zapełniała i z lekkim opóźnieniem na scenie pojawiła się LH. Jak pamiętam zagrała może z 2-3 nowe piosenki a reszta ta co zwykle. Miałem okazję widzieć i słuchać Lauren 7 raz wiec chcąc nie chcąc pamięta się to i owo. Po dość miłym przyjęciu Lauren skończyła swój koncert i cała hala rozkrzyczała się - Maiden, Maiden, Maiden!!! Brzmiało to fantastycznie , choć chyba już nic nigdy nie odda atmosfery „ De Bercy” .
Po godzinie 21 zgasły światła i z głośników poleciał „Doctor, Doctor” – to znak że za 4 minuty na scenie będą już Ci, na których czekają tu tysiące – wrzask był przeogromny!!!!! Przed nami, miedzy scena a barierkami masa fotoreporterów, telewizja itp., ale mogli filmować 2 pierwsze utwory na swoje potrzeby a potem musieli odejść .
Skończył się „Doctor, Doctor” i na wielkich telebimach umocowanych po obu stronach sceny pojawiło się filmowe intro – Transylvania. Cała hala zajebiście krzyczała – to można już było porównać do Paryża!!! Po chwili usłyszeliśmy Churchill Speech i warkoty samolotów . Halę przebijały pojedyncze światła i jest – „ Aces High”!!! Oczywiście na początku wielkie wybuchy, sztuczne ognie – czyli otwarcie, które znamy z Polski, ale uwierzcie mi – w hali było widać to o wiele lepiej. Było ciemno i wtedy można się zesrać z wrażenia!!!!
Aha. Pominąłem jeden bardzo ważny szczegół. Otóż w czasie przerwy miedzy występem LH a IM ujrzeliśmy set listę trzymaną przez gościa z Iron Maiden TV. Wszyscy widzieliśmy, że nie było 2MTM po Aces High , tylko Wrathchild a potem Children of the Damned. Widzieliśmy też na liście Phantom Of The Opera i na koniec Sanctuary , wiec set był nieco zmieniony.
Podczas Aces High od razu rzuciła się w oczy niesamowita forma muzyków. Wiem, że zawsze zaczynają z wielkim kopem, ale tym razem widać było jak bardzo czekali na tą trasę, jak roznosiła ich energia. Zupełnie inaczej ogląda się koncert spod samej sceny a inaczej z trybun lub z dalszej części płyty. Po prostu kipiało energią. Co jeszcze nowego? Inna płachta z tyłu. Wiernie odwzorowana okładka płyty „Powerslave” a nie jak na wcześniejszych koncertach przygotowana specjalnie na trasę(głowy Eddiego z trzech płyt…każdy chyba wie o co chodzi). Poza tym nie było mumii po obu stronach perkusji, oraz widoczny był brak psów i kotów umieszczonych powyżej sceny, które mogliśmy zobaczyć na wcześniejszych koncertach . To co działo się pod sceną – istna masakra!!! Już w czasie Aces High porządkowi wyciągali osoby, które nie wytrzymywały ścisku i temperatury a był to dopiero początek koncertu. Kończy się Aces High i ku naszemu i zespołu zdziwieniu Adrian zaczął grać pierwsze rify 2 Minutes to Midnight!!! Musielibyście zobaczyć reakcje Bruce’a , Steva – oczywiście zdziwienie i śmiech, ale zespół zareagował super i zagrali cały 2MTM w trakcie którego Bruce co chwile pokazywał Adrianowi set listę i uśmiechał się, co wyglądało przezabawnie.
Kiedy skończyli grać do Adriana podszedł Steve i też zaczął się śmiać. Adrian tylko pokiwał głową, że pomylił utwory. Następnie Wrathchild , utwór często grany na koncertach , ale naprawdę zagrany z wielkim kopem a w czasie refrenu marszczyła się skóra na dupie. Po chwili techniczny podał Adrianowi gitarę z podwójnym gryfem i wiadomo było, że za chwile usłyszymy Children Of The Damned – zagrany zajebiście i znów publika się popisała. Solo Adriana zwalało z nóg. Super utwór i jak dla mnie był świetnym zamiennikiem za Can i Play With Madness. Jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć a Bruce zapowiedział Phantom Of The Opera!!! Znów niesamowicie szybko zagrany kawałek , chłopaki szaleli na scenie. Jak człowiek sobie pomyśli, że niektórzy mają już grubo po 50-tce, to przeciera oczy ze zdziwienia. Po raz kolejny ciarki przeszły mi po ciele. Naprawdę niesamowicie zagrany kawałek. Kiedy skończyli grać Operę z tyłu zmieniła się płachta i zobaczyliśmy Edka znanego z singla The Trooper. A tu kolejny szok!!!! Adrian zaczyna grać Wasted Years!!!! I znów szybka reakcja Bruce’a – pokazał Adrianowi na set listę umieszczoną na deskach sceny a Adrian zrobił wielkie oczy kiwnał głową i znów się uśmiał. Bruce pokazał mu na palcach, że to jego druga pomyłka ale uwierzcie - wszystko w tak zajebistej atmosferze, że naprawdę aż się chciało patrzeć! Oczywiście słynne „Ooooooo” odśpiewane przez kilkutysięczny tłum robiło niesamowite wrażenie, ale każdy kto był na koncercie Maiden wie i czuje jak to wygląda. Zaraz po „ żołnierzu” ,tym razem bez wpadki Adrian zaczyna Wasted Years i na Belgradzkiej Arenie zaczyna się taki kocioł, że masakra!!! To jest mój 5 koncert na tej trasie i oprócz koncertu w Polsce zawsze byłem w 1 rzędzie przy samych barierkach, ale takiego ścisku, takiego kotła nie było nigdzie!!! Publika oszalała, goście porządkowi przy barierkach nie opanowywali sytuacji – w ogóle nie wiedzieli o co chodzi. Ludzie sami musieli wyciągać tych, którzy już nie dawali rady a Maideni.... Maideni zapierdalali dalej!!! Steve, Bruce i szczególnie Adrian przechodzili samych siebie – naprawdę nie wiedziałem kogo mam pstrykać, przez co zdjęcia powychodziły mi nieco pomazane a poza tym cały czas ktoś na mnie wisiał i falowałem z tłumem.
Kiedy skończyli Wasted Years Bruce zaczął zapowiadać Rime Of The Ancient Mariner i kiedy wspomniał o albatrosie , na scenę wleciał gumowy kurczak!! Udało mi się zrobić zdjęcie ( będziecie mogli zobaczyć w galerii ). Bruce podniósł go, uśmiał się a potem zawołał Nicka i rzucił kurczakiem w jego stronę – i teraz kolejny szok!!!! Dziś dowiedziałem się, że owego kurczaka rzucił Szymon!!! Tak. Mój kolega z Sosnowca – dziś napisał do mnie i pokazał mi swoje zdjęcie z kurczaczkiem. Naprawdę super to wyszło. Mam nadzieję, że będzie z tego DVD i każdy będzie mógł zobaczyć co się działo . Po tym wszystkim Bruce zapowiedział Marinera i zaczęło się. Utwór na koncertach brzmi potężnie. Oczywiście były wszystkie efekty a wiec płachta z okrętem , dymy w środku utworu jak i efekty pirotechniczne – brakowało tylko ruchomych świateł i efektu ruchomej sceny… ale to mogłem zobaczyć tylko na 2 koncertach w Paryżu. Sam utwór tradycyjnie wykonany perfekcyjnie a solo Adriana –palce lizać!!! Po Marinerze zmiana tła - ogromne ognie, aż przypiekło włosy tu i ówdzie i zaczęli Powerslave!!! To mój utwór ikona!!! Kocham ten kawałek i kurwa znów nie wiedziałem co mam robić – Harrisa miałem 2 metry przed sobą , uwielbiam jak gra ten utwór , po prostu MAGIA!!! Chciałem robić zdjęcia a z drugiej strony tak zajebiście przeżywam ten utwór, wychowałem się na tej płycie), wtedy pokochałem Maiden i po prostu chciałem to zobaczyć po raz kolejny, wczuć się w te zajebiste melodie, które przenoszą nas w tak odległe czasy. Zawsze mam łzę w oku kiedy słucham Powerslave a kiedy mogę słuchać i jeszcze widzieć na żywo i to z tak bliska..... dla takich chwil warto żyć!!!!. Scenografia i oświetlenie przepiękne. Jakbyśmy byli wewnątrz piramidy. To wszystko składało się niezapomnianą chwilę w niewoli mocy. Po chwili kolejny klasyk czyli Run To The Hills. Znów z super odśpiewanym refrenem przez publikę a później mamy Fear Of The Dark. Powiem szczerze, że przejadł mi się ten utwór i wolałem pstrykać foty, choć tym razem nie było żadnego tła . Nie liczyłem utworów i byłem pewien że po Fear zagrają Iron Maiden , że chyba te dwa utwory złączyli już na stałe ze sobą ale tu kolejne zaskoczenie – Nicko dał znać i Dave zaczyna Hallowed Be Thy Name i publika znów dostała kopa. Kurwa. Nie dość, że wrzało przez cały koncert to teraz pot po prostu wylewał się na scenę. Temperatura mimo mroźnej pogody na zewnątrz osiągała przy barierkach na pewno koło 40 stopni . Cały czas musiałem uważać na aparat ale rękę miałem za barierką, wiec jakoś to wytrzymywałem, choć brak jednej dłoni dawał znać o sobie. Serbowie to krewki naród . Zaraz po Hallowed Dave zaczął grać Iron Maiden i wiedzieliśmy już, że zbliżamy się do finału. Oczywiście zmiana płachty. Zobaczyliśmy motywy z okładki Somewhere In Time i zastanawiałem się jakiego Edka ujrzymy . Sądząc, że była cała pirotechnika liczyłem na mumię ale przeliczyłem się. W świetle sztucznych ogni pojawił się Eddie Cyborg tradycyjnie przemierzający cała scenę i po chwili schował się za sceną a chłopaki z Maiden dziękując za super przyjęcie, rzucali frotki, kostki, Nicko ciskał w publikę pałeczkami… . Publika pod scena szalała – kocioł, masakra ,ludzie nawzajem się taranowali. Gdyby nie aparat, też pewnie bym o coś powalczył ale mam już z tej trasy wszystkie kostki gitarzystów i część frotek , wiec skupiałem się na obronie aparatu. Przed bisami cała hala skandowała Maiden, Maiden i po chwili usłyszeliśmy The Number Of The Beast!! Oczywiście znów cała scena zajęła się ogniem, ciary przeszły po plecach – coś niesamowitego. Naprawdę kto był w pierwszym rzędzie to z pewnością poczuł jaki żar bije od tych ogni. Brakowało jedynie kozła po prawej stronie sceny, ale poza tym jednym niedostatkiem utwór zagrany fantastycznie !!! Jako drugi utwór na bis zagrali The Evil That Men Do – lubię ten kawałek a publika w czasie refrenu znów stanęła na wysokości zadania – świetne wykonanie . Wiedzieliśmy już, że jako ostatni będzie Sanctuary – tym razem zobaczyliśmy zmianę płótna - Eddiego z trasy The Early Days albo jak kto woli - z Piece Of Mind Tour .Zespół wiedząc, że to ostatni utwór i dał z siebie wszystko. Bruce biegał jak w amoku , Harris jakby dał rade to pozrywałby struny ze swej gitary – naprawdę fantastyczne zakończenie koncertu. Powiem szczerze, że pomału wysiadałem już na Sanctuary i po prostu nagrałem ten utwór na moim aparacie – co okazało się strzałem w 10!!! Tradycyjnie na koniec kolejne kostki, frotki , czapka od Bruce’a wylądowała koło Hammersa, który stał po mojej prawej stronie ,ale niestety nie spodziewał się, że tam wyląduje i ktoś go uprzedził. Po chwili zapaliły się światła i wszyscy ruszyli w stronę wyjścia szukając jeszcze pod nogami kostek. My udaliśmy się w kierunku stoisk, gdzie można kupić pamiątki ale tym razem nie było niczego szczególnego – jedynie specjalne tourbooki wydane w formie plakatu, za które Ironspartan wcześniej zapłacił i zostawił u miłych pań aby przetrzymały je nam do zakończenia koncertu .
Po kilkanastu minutach znaleźliśm się już w samochodzie , pojechaliśmy jeszcze do Mc Donalda. Chłopaki zamówili sobie coś do jedzenia na wynos i udaliśmy się w stronę granicy. Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że jednak nie damy rady dojechać do Węgier , bo taki mieliśmy plan i zatrzymaliśmy się na postój na stacji benzynowej, aby odpocząć choć kilka godzin.
W dalszą drogę wyruszyliśmy po godzinie 7 rano. Niestety w Czechach tuż przed granicą dopadła nas śnieżyca i jechaliśmy jakieś 30- 40 km/h …. ale jechaliśmy … mijając ciężarowe samochody, które utknęły pod górkami. My też raz musieliśmy robić desant z auta i troszeczkę popchać . Na szczęście zdążyliśmy na mój ostatni autobus do Nowej Soli o godzinie 17.50. Na dworu we Wrocławiu byliśmy o 17.40!!!
Cały wypad na Maiden był kolejna super przygodą. Koncert świetny, atmosfera zajebista. Mogę tylko życzyć wszystkim takich koncertów i takich przyjaciół, z którymi mogłem przeżyć to wszystko. Żałuje tylko, że nie wybrało się nas więcej z naszego fan clubu, ale mam nadzieję, że na mój 15 koncert Maiden pojedziemy już większą ekipą.
Chciałem raz jeszcze podziękować Ironspartanowi , Hammersowi, Adamowi(który przez niemal całą drogę raczył nas zajebistymi opowiadaniami ze swojego bujnego życia, przez co droga była bardzo krótka i przyjemna) i Kamilowi za nie zapomniany wypad do Serbii.

UP THE IRONS!!!