2011-06-03 Berlin O2 Arena

Trasa: The Final Frontier World Tour 2011

Autor: Garfield

Wyjazd do Berlina zaplanowaliśmy zaraz po ogłoszeniu terminu koncertu. Planowaliśmy wyprawę tak aby być w Berlinie 2 czerwca, dzień przed koncertem a wyjechać 4 czerwca czyli w dniu po koncercie. Grzechem byłoby wskoczyć do Berlina tylko na występ Maiden i ani trochę nie pozwiedzać. Pierwotnie mieliśmy jechać dwoma samochodami po 3 osoby, jednak w ostatniej chwili wymiksował nam się z wyjazdu Piotrek, z którym byliśmy rok temu na Węgrzech i w Rumunii. Ostatecznie pomieściliśmy się w pięciu w obszernej Skodzie Marcina. Ekipa krakowska, czyli Marcin z Grześkiem, przyjechała po mnie i Dominika ok. godzin 18tej, później zrobiliśmy jeszcze szybki rajd w kierunku Praszki po Michała i kierowaliśmy się na Berlin. Droga upłynęła nam szybko. W dobrym towarzystwie zawsze tak bywa. Kiedy dojechaliśmy do Berlina pokręciliśmy się w poszukiwaniu naszego hotelu, zajęliśmy pokoje i postanowiliśmy dobrze się wyspać. Plan na drugi dzień był prosty. Startujemy pod Bramę Brandenburską i Reichstag, pokręcimy się tam trochę w poszukiwaniu znajomych, porobimy odrobinę zdjęć a później wracamy do hotelu przyszykować się do koncertu. Berlin jest przepięknym miastem. Super sprawa dla fotografa. Razem z Michałem i Dominikiem uwieczniliśmy kilka fajnych widoczków, które w swoim czasie wrzucę na stronę. Pod Bramą Brandenburską jak zwykle mnóstwo turystów, w tym trochę fanów Iron Maiden, którzy tak jak my poumawiali się tam ze swoimi znajomymi. Spotkaliśmy naszego kumpla z Poznania, Ediego, z którym zabraliśmy się na koncert. Wychodząc z hotelu skierowaliśmy się do metra, przejechaliśmy całą linię i wysiedliśmy nieopodal O2 Arena. Było przed 17.00. Organizatorzy jeszcze nie wpuszczali. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Dominik z Michałem wchodzili normalnym wejściem. Marcin, Grzesiek, Edi(Przemek) i ja mieliśmy prawo do tzw. First To The Barrier. W kolejce do bocznego wejścia spotkałem Butchera z jego znajomymi oraz Paulka, z którym sobie miło pogadałem a później staliśmy razem na koncercie. Kiedy Szwajcar zajmujący się obsługą FTDB rozdzielił opaski uprawniające do wejścia bocznym wejściem w pierwszej kolejności ruszyliśmy pod scenę. Ja jako niezainteresowany przykuciem się stalowym ściskiem do barierki pod sceną, powoli wycofałem się do tyłu i zaczekałem na Dominika oraz Michała. Spokojnie czekaliśmy na support pijąc colę i piwko. Rise To Remain to zespół, w którym udziela się wokalnie Austin Dickinson, potomek wielkiego Bruce’a. Mówiąc szczerze to co znalazłem na Youtube nie zachęciło mnie jakoś specjalnie do tego zespołu jednak przyznam, że na żywo wypadli lepiej niż przypuszczałem. Nawet trochę żałuję, że nie nagrywałem ich występu oszczędzając się na koncert Iron Maiden. Młody Dickinson oczywiście wokalnie nie umywa się do swojego ojca jednak ma potencjał na dobrego wokalistę. Z RTR chciałbym jeszcze wyróżnić gitarzystę zespołu, grającego bardzo efektownie i nowocześnie. Wyśmienity gitarnik. Po występie młodego Dickinsona i z zespołem nastąpiła przerwa techniczna, która trwała do 21.00. Tuż przed występem Maiden tradycyjnie poleciał z głośników Doctor, Doctor zespołu UFO. W tym czasie przygotowałem swój rejestrator do nagrywania. Tej nocy miał powstać mój 6ty bootleg audio Maidenów.

Równo o 21.00 zgasły światła i zabrzmiały pierwsze dźwięki intra – The Satelite 15… . Wzmogły się krzyki rozentuzjazmowanego tłumu. Później na scenie pojawili się muzycy i rozpoczęła się szalona zabawa. Zespół zaserwował nam 5 utworów z nowego albumu. Były to The Final Frontier, El Dorado, The Talisman, Coming Home oraz rozbudowany, mroczny w wymowie i jak się okazało proroczy When the Wild Wind Blows. Do zestawu Maiden dołożyli troszkę utworów ze starszych płyt z okresu po reunion. Były to Dance Of Death, The Wicker Man oraz Blood Brothers. Prócz nich usłyszeliśmy takie nieśmiertelne hity jak 2 Minutes To Midnight, The Trooper, The Evil That Men Do, Fear Of The Dark oraz The Number Of The Beast, Hallowed Be Thy Name i Running Free. Zatem setlista była dość efektowna.

Berlińskie show było dla mnie sporym przeżyciem, ponieważ był to pierwszy halowy koncert Maiden na który się wybrałem. Do tej pory miałem szczęście być tylko na koncertach festiwalowych i stadionowych. Tutaj była bardziej kameralna atmosfera, ciemności od początku show co przydawało imprezie odpowiedniego klimatu a oprawa świetlna oraz scenografia widoczne były w pełnej krasie przez cały czas trwania występu Maiden. Muzycy zespołu pokazali się z najlepszej strony. To wspaniałe, że Harrisowi i spółce wciąż się chce a koncertowanie daje im autentyczną radość. Oby zdrowia i sił starczyło im jeszcze na wiele lat. Ich odejście ze sceny będzie stratą nie do powetowania dla światowego rocka i metalu. Berlińskiego koncertu nie zapomnę do końca życia. Było naprawdę wspaniale. Mam tylko jedno potężne ale do organizatorów. Zupełnie nie reagowali na obecność palaczy. Po koncercie miałem spore kłopoty z oddychaniem. Obok mnie stała spora grupa kretynów, typowe prymitywne, zmenelone enerdowskie ryje. Goście bez przerwy latali za piwem i kurzyli papierochy. Jeśli ktoś mi powie, że Niemcy to wysoka kultura, elegancja i w ogóle och i ach, to go wyśmieję. Takich grupek jak ta stojąca koło mnie było w hali sporo. Ochroniarze po wpuszczeniu tłumów dyskretnie się wycofali. Czyżby poszli na papierosa??? W Czechach na halowym koncercie Dream Theater takie mendy palące papierosy w tłumie wyprowadzano za wszy i wyrzucano z imprezy na zbity pysk. Nie można tak było postępować z chamami w Niemczech?

Wiem, że z Ossich śmieją się nawet Niemcy z Zachodu, choć z reguły Niemcy są bardzo solidarni. Wcale się temu nie dziwię, bo takiego prymitywizmu nie spotkałem nigdzie. Typowe zapijaczone robolstwo. Tradycyjnie musiałem sobie znaleźć powód do narzekania jednak naprawdę było mi ciężko oddychać i to długo po koncercie.

Jeszcze przed imprezą kupiłem kilka sztuk tourbooków, które później szybko rozeszły się między moimi towarzyszami podróży. Fajnie, że je kupiłem, bo w Warszawie pewnie jak zwykle byłby kłopot ze zdobyciem ich. Przy wyjściu z hali spotkałem jeszcze mictantecutli81. Nie udało mi się spotkać Maidenmana.

Po koncercie udaliśmy się do knajpy na piwko i pizzę a później do hotelu spać. Rano pozbieraliśmy się przed końcem doby hotelowej, zaliczyliśmy szybkie śniadanko i pojechaliśmy na Alexanderplatz. Pokręciliśmy się troszkę po nim i w okolicach niedalekich zabytków a później wyjechaliśmy szybko i bez problemów do Polski. Podróż powrotna minęła jeszcze szybciej. Wyjazd do Niemiec uważam za bardzo udany, choć wróciłem z jakąś chorobą gardła, która dała mi popalić przez następny tydzień. Nie dałem się hiszpańskim ogórkom z bakterią coli ale wykończyli mnie enerdowscy papierośnicy i chyba jakaś wirusowa infekcja dróg oddechowych. Nie mniej jednak było wspaniale a nagranie z Berlina jest jednym z moich najbardziej udanych.