2011-02-24 Sydney, Australia Sydney Entertainment Centre

Trasa: The Final Frontier Tour 2011

Autor: nediam

Iron Maiden - 24.02.11 - Sydney Entertainment Centre

To był mój drugi występ Dziewicy w Sydney, poprzedni sprzed 2 lat był wyborny, obecny niczym nie ustępował tamtemu. Chłopaki trzymają formę i zero olewactwa. Gdybym miał sie pokusic o jakieś porównania na przestrzeni tych 13 lat, czyli od mojego pierwszego koncertu Maiden, to wskazał bym dwie ostatnie trasy jako najlepsze pod względem wykonania. Pomijam tu względy sentymentalne, bo dla każdego chyba pierwszy koncert jest w jakiś sposób wyjątkowy.
Zanim przejdę do sedna, chciałbym się podzielic pewną myślą, która mnie naszła przed koncertem. Otóż mieszkając w Sydney masz wszystko pod nosem. Tym razem miałem 15min z buta, aby dojśc na miejsce. Tak sobie pomyślałem, że wolałem jednak te całodniowe wycieczki do Katowic czy Wrocławia, rozmowy o muzyce w przepełnionych pociągach. Taki koncert zamieniał się wtedy w większą przygodę. Z drugiej strony zaznaczam, że hale koncertowe tutaj charakteryzują się nieporównywalnie lepszą akustyką niż powiedzmy Spodek czy Hala Ludowa. Nie dziwnym więc jest,że Navigator nagrywa takie wypasione bootlegi.

Oto setlista:
Doctor Doctor(UFO song)
1. Satellite 15... The Final Frontier
2. El Dorado
3. 2 Minutes to Midnight
4. The Talisman
5. Coming Home
6. Dance of Death
7. The Trooper
8. The Wicker Man
9. Blood Brothers
10.When the Wild Wind Blows
11.The Evil That Men Do
12.Fear of the Dark
13.Iron Maiden

Encore:

14.The Number of the Beast
15.Hallowed Be Thy Name
16.Running Free

Nie będe ukrywał, że bardzo liczyłem na Starblind kosztem Coming Home i Pashendale zamiast Dance Of Death. Kawałki z nowej płyty na zywo wyszły pysznie, w szczególności When The Wild Wind Blows - to jak dla mnie koncertowy killer. Najbardziej żałuję, że nie udało mi się go nagrać, dałem bowiem rade wejśc na koncert z lustrzanką i statywem!!!;) Ale tak to bywa jak się po raz pierwszy wnosi taki sprzęt, czasem trudno wszystko szybko ogarnąć. Poza tym skupiałem sie bardziej na robieniu zdjęć i tu po raz kolejny szacun dla wszystkich taperów za to, że stoją jak kołki cały koncert po to, żeby ktoś inny mógł miec pamiatke z koncertu. Ja przynajmniej mogłem sobie podspiewywac;)
Udało mi się kupic bilety na najlepsze miejsca, dokładnie na wprost sceny, dzięki temu mogłem w całej okazałości podziwiac grę świateł na scenie, która dosłownie zwala z nóg. Jakoś nigdy nie zwracałem na to jakiejś szczególnej uwagi. Efektów pirotechnicznych nie odnotowałem, ale nie oznacza to, że ich nie będzie na stadionach, czy większych halach. Entertainment Centre nie jest jakimś kolosem, weszło może ze 12 000 luda, sama scena swymi rozmiarami nie pozwoliła zespołowi na pokazanie pełnego wachlaża możliwości wizualnych.
Gdziekolwiek by jednak nie grali, najważniejsza jest muzyka, a ta wychodzi im tak samo dobrze jak narazie.