2009-08-21 Jura Krakowsko - Częstochowska Podzamcze k. Ogrodzieńca

Trasa: II Zlot Polskiego Fan Clubu Iron Maiden Blood Brothers

Autor: Garfield

Tegoroczny II Zlot Polskiego Fan Clubu Iron Maiden „Blood Brothers” odbył się w dniach 21 – 23 sierpnia i miał bardziej rozbudowaną formę. Zeszłoroczne doświadczenia przekonały nas, że formuła dwudniowego spotkania jest bardzo niedoskonała. Dlaczego? Nie jest możliwe, by wszyscy dojechali na miejsce spotkania mniej więcej w tym samym czasie. W związku z tym rozpoczęcie zlotu przesuwa się na godziny mocno popołudniowe i pozostaje bardzo mało czasu a na drugi dzień w południe wszyscy już się rozjeżdżają. Dlatego tegoroczny zlot trwał 3 dni.

Klubowicze zjeżdżali się do Podzamcza k. Zawiercia już od godziny 12.00. Jako pierwszy stawił się Balcerek, później dojechałem ja z Clansmanem. Następnie odliczył się Jajco ze swoją dziewczyną. Około 16.00 przyjechali samochodem Caleb z Oprą i Biddaf. Czekaliśmy jeszcze tylko na Edka z żoną. Niestety dzień zaczął się dla nich pechowo. Gdzieś w połowie drogi z Poznania jakiś ptak samobójca rozbił się dziobem na szybie ich Fiata Bravo rozbijając ją. Po rozeznaniu się w sytuacji Edek musiał zawrócić do Poznania i poszukać jakiegoś szybkiego warsztatu, który by mu to naprawił. W związku z zaistniałą sytuacją pierwszy dzień zlotu rozpoczynaliśmy w okrojonym, ośmioosobowym składzie.

O 16.00 rozlokowaliśmy się w naszym hoteliku zajmując całe piętro po czym udaliśmy się do Stodoły. Jest to super knajpa ze świetnym polskim żarciem i bardzo miłą obsługą. Korzystamy zresztą z ich kuchni już drugi rok. Oczekując na realizację naszych zamówień raczyliśmy się dobrym piwem i umilaliśmy sobie czas grą w darta. Trochę mamony do tego pudła wrzuciliśmy ale zabawa była przednia.



Po obfitej konsumpcji udaliśmy się na zamek Ogrodzieniec. Jeśli będziecie chcieli kiedyś zobaczyć to zamczysko, to pamiętajcie. Zamek Ogrodzieniec nie znajduje się w miejscowości Ogrodzieniec. Trzeba pojechać dalej. Obiekt jest umiejscowiony na wzniesieniu w wiosce zwanej Podzamczem. Jeśli już o zamku mowa, to ma on bardzo ciekawą historię. Możecie o niej poczytać na wielu dobrych stronach internetowych. Dodam tylko, że podczas polskiej części World Slavery Tour odwiedzili te ruiny muzycy zespołu Iron Maiden. Oglądając film Behind The Iron Courtain możecie zobaczyć teledysk Hallowed Be Thy Name. Widać tam ujęcia gdzie Bruce Dickinson oraz Nicko McBrain przechadzają się po ruinach zamkowych. Ponieważ tworzymy fan club Iron Maiden i lubimy malownicze miejsca a tak się złożyło, że ukochani przez nas muzycy byli tu w 84 roku(o którym to fakcie wielu miejscowych nie miało pojęcia) zamek Ogrodzieniec stał się wyśmienitym miejscem na nasze spotkania.







Sam zamek jest dużym kompleksem dobrze zachowanych i zabezpieczonych, trwałych ruin. Trochę z wikipedii:

Pierwsze umocnienia stanęły tu za panowania Bolesława Krzywoustego i przetrwały do 1241 roku, kiedy to najazd tatarski zrównał je z ziemią. Na ich miejscu w połowie XIV wieku zbudowano zamek gotycki - siedzibę rodu rycerskiego Włodków Sulimczyków. Warownia była doskonale wkomponowana w teren: z trzech stron osłaniały ją wysokie skały, a obwód zamykał kamienny mur, wjazd prowadził wąską szczeliną między skałami. XVI-wieczna przebudowa, gdy właścicielami zostali krakowscy Bonerowie, przekształciła zamek w renesansową rezydencję. Warownia składała się z rozbudowanego, trzywieżowego zamku górnego oraz obszernego przedzamcza. Następnie zamek przechodził w ręce Ligęzów oraz Firlejów. W 1655 roku podczas potopu szwedzkiego zamek został zdobyty przez wojska szwedzkie, które stacjonowały w nim prawie dwa lata, rujnując znaczną część zabudowań. W 1702 roku również nie oparto się szwedzkiemu szturmowi. Pożar strawił wówczas ponad połowę zamku. Praktycznie nie podjęto już jego odbudowy. Ostatni mieszkańcy opuścili zrujnowaną warownię około 1810 roku. Po II wojnie światowej postanowiono zadbać o zachowanie zamku w formie trwałej ruiny. Prace konserwatorskie przeprowadzono w latach 1949-1973, a ich efekty możemy podziwiać do dziś.

Tyle wikipedia. Zamek jest malowniczym miejscem. Na tyle obszernym, że aby spokojnie go zobaczyć w środku i obejść dookoła potrzeba ok. 2 -3 godzin. Jest on wdzięcznym obiektem do fotografowania. Można tam spędzać długie godziny obserwując szybko zmieniającą się pogodę, przemykające chmury i fotografować zamek w tych zmiennych warunkach. Złaziliśmy każdą dziurę w tym pięknym miejscu robiąc przy okazji sporo zdjęć z których najlepsze zobaczycie w galerii. Nie byliśmy tylko w Baszcie Więziennej, która nie jest udostępniona dla zwiedzających.

Na zamku można zobaczyć kilka wystaw. Pierwszą, która z pewnością Was zainteresuje najbardziej, była sala tortur kasztelana Warszyckiego gdzie można było zobaczyć i zrobić sobie zdjęcie z dziewicą norymberską czyli słynną Iron Maiden. Prócz niej salę tortur wypełniały inne okrutne narzędzia kaźni takie jak: kołyska judasza, klatka błazna, narzędzia do rozciągania nieszczęśników, wypruwania im jelit, krzesła czarownic, maski inkwizytorskie, topory katowskie. Jednym słowem strach się bać… Na mnie największe wrażenie zrobiła maszyna do wywlekania jelit. Ofierze nacinano brzuch, wyciągano kawałek wnętrzności nawlekano na hak przytwierdzony do sznura i ganiano biedaka dookoła pędząc go rozpalonym do czerwoności żelaznym prętem. Oczywiście zostawiał za sobą sznur wnętrzności…. Brrr. Na wyobraźnię mocno działała rycina przedstawiająca delikwenta zawieszonego z rozłożonymi nogami ku górze a głową w dół. Skazaniec był przepiłowywany od odbytu w dół w kierunku głowy. Obrzydliwość.



W jednym z dobrze zachowanych pomieszczeń tzw. Kurzej Stopy można było zobaczyć ekspozycję średniowiecznej mody kobiecej. Stroje zakonnic, świeckich niewiast, bogatych i biedniejszych oraz czarownic. Niestety nie można było nic przymierzyć. :) Pewnie niektórym pannom byłoby do twarzy w tych ciuszkach.

W innej sali ekspozycyjnej znajdowały się makiety zamku z różnych okresów jego historii, zbroje rycerskie, zdjęcia z planu filmu Wajdy - „Zemsta”, na podstawie dzieła Fredry. Wyświetlano tam również film z komputerową rekonstrukcją zamczyska. Po obejściu wnętrz zamku i wszystkich murów postanowiliśmy jeszcze zrobić rundkę na zewnątrz, dookoła obiektu. Znajduje się tam sporo ładnych skał wapiennych, będących charakterystycznym elementem jurajskiego krajobrazu.



W zalesionym otoczeniu zamczyska można zobaczyć też elementy fortyfikacji z czasów II wojny światowej. Nieopodal zamku otwarto park linowy dla zapaleńców sportów ekstremalnych.

Około godziny 19.00 powróciliśmy do hotelu, aby odrobinę odpocząć i udaliśmy się do Stodoły na imprezę. Przy muzyce Iron Maiden wypiliśmy sporo piwa, zjedliśmy mnóstwo żarcia i przewaliliśmy fortunę na lotki. Tak minął pierwszy dzień imprezy.

Drugi dzień zaczął się dla mnie dość wcześnie. Przyjechał Przemek(edii71) z żoną. Serwisant zamontował im szybę i w nocy wyruszyli do nas. Dotarli na godzinę 6.00. Wtedy obudził mnie ich telefon. Troszkę pogadaliśmy, oni odpoczęli ja się ogarnąłem z toaletą i korzystając z tego, że reszta jeszcze spała oprowadziłem ich po zamku. Około 11tej zadzwonił do mnie ironBiddaf i zapytał gdzie jestem. Mieliśmy jechać do Zawiercia zrobić zakupy na wieczorne ognisko na zamku. Pogoda była niepewna, troszkę wietrznie a niebo się zachmurzyło, ale dogadałem się z zarządzającymi ruinami, że w razie czego zabieramy się z kijkami do karczmy zamkowej a kiełbasy będziemy piec przy kominku. Tak czy inaczej impreza miała się odbyć o 18.00. W zawierciańskich sklepach zaopatrzyliśmy się w alkohol, kiełbachy, pieczywo, przyprawy, tacki, sztućce, serwetki i wszystko co jest potrzebne na dobre ognisko po czym wróciliśmy do hotelu. Zostawiliśmy zakupy i udaliśmy się w 2 auta na objazdową część zlotu. Cel – ruiny zamku Mirów i zrekonstruowany zamek Bobolice.





Trochę z wikipedii:

Miejscowość położona jest na Szlaku Orlich Gniazd, w obrębie Zespołu Jurajskich Parków Krajobrazowych. Znajdują się w niej pozostałości XIV-wiecznego zamku. Obecnie zamek jest własnością prywatną w rękach rodziny Laseckich i prowadzone są prace wykopaliskowe oraz zabezpieczeniowe murów. Pierwsze wzmianki o miejscowości Mirów datowane są na XIII wiek. W tymże wieku Mirów jako osada obronna został zniszczony przez Tatarów. W późniejszym okresie zbudowany został w niej murowany zamek przez Kazimierza Wielkiego. Został on rozbudowany przez rodzinę Myszkowskich, którzy otrzymali go od Kazimierza Jagiellończyka pod koniec XV wieku.

Zamek Bobolice został zbudowany przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV w., prawdopodobnie na miejscu wcześniejszej drewnianej budowli. Należał do systemu obronnego warowni królewskich zabezpieczających zachodnią granicę państwa od strony Śląska. W 1370 r. Ludwik Węgierski zaraz po swej koronacji przekazał zamek księciu opolskiemu, Władysławowi Opolczykowi jako nagrodę za popieranie królewskich planów dynastycznych. Dziewięć lat później Opolczyk wydzierżawił budowlę Węgrowi Andrzejowi Schoeny z Barlabas, który obsadził ją Niemcami i Czechami, łupiącymi okoliczną ludność i spiskującymi z zakonem krzyżackim. Niezadowolony z takiego obrotu rzeczy Władysław Jagiełło w 1396 r. najechał Bobolice i zbrojnie przejął zamek wraz z okolicznymi włościami. Od tego czasu wielokrotnie zmieniali się właściciele warowni – w końcu XIV i w XV wieku władali nią m.in. Szafrańcowie, Trestkowie, od 1486 r. Krezowie (herbu Ostoja), a później Chodakowscy, Męcińscy i Myszkowscy (herbu Jastrzębiec, właściciele pobliskiego zamku Mirów). Początki upadku budowli datuje się na rok 1587. Uległa ona wtedy znacznym zniszczeniom podczas najazdu arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, konkurenta Zygmunta III Wazy do polskiego tronu. Zamek został odbudowany przez ówczesnych właścicieli, rodzinę Krezów, jednak już kilkadziesiąt lat później, w czasie potopu szwedzkiego, popadł w zupełną ruinę, ograbiony i zburzony przez Szwedów w 1657 r. Stan warowni był tak zły, że przebywający w niej w 1683 r. Jan III Sobieski musiał nocować w namiocie. W roku 1882 w wyniku parcelacji ziemię, na której stały opuszczone już mury, otrzymała chłopska rodzina Baryłów. Obecnie zamek należy do rodziny Laseckich, którzy w 1999 r. zadecydowali o jego odbudowie.

Droga z Ogrodzieńca do Mirowa i Bobolic to jakieś 35km. Pokonaliśmy ją bardzo szybko a momentami nawet za szybko. Zostawiliśmy auta na parkingu i ruszyliśmy w kierunku wzniesienia na którym wybudowano zamek Mirów. Obeszliśmy go dookoła. Niestety we wnętrzu prowadzone są prace archeologiczne i wstęp jest w tej chwili zabroniony ale samo obejście murów i obfotografowanie tej pięknej bryły jest fajnym przeżyciem. Następnie skierowaliśmy się w stronę Bobolic. Dojście do zamku Bobolice od strony ruin Mirowa to piękny spacer na grzbietach łagodnych wzniesień jurajskich, porośniętych typową dla tego regionu roślinnością i obrzuconych wapiennymi skalniakami. Podejście pod sam zamek bobolicki jest dość strome. Oglądając zrekonstruowany zamek stojąc u podnóża góry, pięknie widać na jakim wspaniałym skalnym grzbiecie wyrósł. Na zamku obecnie trwają prace związane z wyłożeniem dachów miedzianą blachą. Trwają też prace w zamkowych wnętrzach. Mury i część muzealna będą udostępnione turystom w przyszłym roku. Nasza wycieczka została wpuszczona tylko na wieżyczkę bramną. Stamtąd mogliśmy porozglądać się przez chwilę dookoła. Otoczenie zamku Bobolice również jest zalesione. To bardzo malownicze miejsce. Pod murami zamku powstaje kamienny hotel z knajpą w dawnym, chłopskim stylu. Będzie otwarty już na jesieni. Do Mirowa wróciliśmy asfaltową, prostą drogą. Chmurzyło się już trochę i nie chcieliśmy zostać zlani. Dlatego zrezygnowaliśmy z powrotu tymi malowniczymi pagórkami. Powrót do Podzamcza był jeszcze szybszy.

W Podzamczu skoczyliśmy do Stodoły zrelaksować się jakimś piwkiem i pograć w darta. Przed 18.00 zgarnęliśmy prowiant i udaliśmy się na górę zamkową. Dogadawszy szczegóły z recepcjonistką zamkową udaliśmy się na palenisko i zajęliśmy się naszymi piwami i kiełbasami. W międzyczasie dojechał mój serdeczny kumpel Dominik z żoną i moja ślubna, którzy po zakwaterowaniu się w hotelu przyszli na ognisko. Kiełbacha przyjemnie skwierczała nad ogniem, piwko lało się strumieniami. W pewnym momencie zjawiły się dwie grupy weselników na sesję zdjęciową. Wrypali się dupami na ławeczki opodal nas. Nie wiem w sumie po co... Chcieli mieć zdjęcie z ludźmi objadającymi się kiełbachami i pijącymi piwo? Głupota bez granic... Był to jednak mały, głupi przerywnik w imprezie i wcale nie zakłócił jej przebiegu. Po zmroku ruiny zamku wyglądają przepięknie.



Po spożyciu prawie całych zapasów mięcha i piwa, już po ciemku wróciliśmy do hotelu, gdzie miała się odbyć prapremiera naszego wspólnego bootlegowego przedsięwzięcia, upamiętniającego zeszłoroczny koncert Maidenów na stadionie warszawskiej Gwardii, czyli pokaz jajcowego nagrania DVD udźwiękowionego moim zapisem audio. Po skonfigurowaniu sprzętu odtwarzającego zaczęła się projekcja. Sącząc piwko lub wódeczkę, a niektórzy jedno i drugie, przywoływaliśmy nasze wspomnienia sprzed roku. Później na dokładkę zobaczyliśmy jeszcze Maiden England. Ok. godziny 1:00 impreza się skończyła. Bardzo udany dzień.

Dnia trzeciego rano obudził nas zapach smażonej kiełbasy. To ironBiddaf, który wstał najwcześniej przyrządzał dla całej ekipy jajecznicę. Po szybkiej toalecie udaliśmy się wszyscy do kuchni skąd nadlatywał ten coraz bardziej intensywny zapach. Jajecznica była wyśmienita.

Po pysznym śniadanku oporządziliśmy wszystkie pokoje, przygotowując je do opuszczenia. Po wymeldowaniu się z naszego hotelu zostawiliśmy auta na parkingu. Dzięki uprzejmości obsługi hotelowej mogliśmy jeszcze na kilka godzin zostawić bezpiecznie nasze samochody. Dzisiejszym celem była Góra Birów ze zrekonstruowanym wczesnośredniowiecznym drewnianym grodziszczem. Ze szczytu owego wzniesienia można było zobaczyć tyle pięknych rzeczy, że gdybym miał do przewalenia parę tysięcy złotych to natychmiast kupiłbym jakąś ekstra lustrzankę i nie złaził stamtąd cały dzień. Zerkając ze szczytu góry można było zobaczyć zamek Ogrodzieniec, piękne lesiste połacie na pofałdowanym terenie i wyrastające z wszechobecnej zieleni imponującej wielkości wapienne ostańce. Balcerek tak zachwycił się tymi skałkami, że obiecał sobie przyjechać tutaj z jakąś wspinaczkową ekipą na dłużej.







Po kolejnej sesji zdjęciowej upamiętniającej nasze spotkanie i piękny krajobraz na górze i u jej podnóża, udaliśmy się do samochodów, gdzie nastąpiło zakończenie naszego zlotu. Kiedy już pożegnałem się z wszystkimi, poszliśmy z moją żoną, Dominikiem i Kasią do Stodoły na pyszny obiad. Następnie zostawiliśmy kobiety w podzamkowej kawiarni i udaliśmy się na zamek po raz kolejny. Znów seria zdjęć. Zamek Ogrodzieniec w niedzielę nie jest już tak wdzięcznym obiektem do zwiedzania. Za dużo ludzi przyjeżdża tutaj na wypoczynek. Trudno się nie potknąć o drugiego człowieka. Na dziedzińcu zamkowym miała miejsce prezentacja umiejętności kółka jeździeckiego w strojach z czasów Potopu. Można było też postrzelać z łuku. Do domu dotarłem przed 20.00, a przejeżdżając przez Siewierz zobaczyłem jeszcze tamtejszy zamek. Warto będzie zahaczyć o niego w przyszłym roku, kiedy zakończą się tam prace konserwatorskie.

II Zlot Polskiego Fan Clubu Iron Maiden Blood Brothers przeszedł do historii. Pomimo średniej frekwencji uważam nasze spotkanie za bardzo udane.

Niebawem do relacji dodamy najlepsze zdjęcia.